poniedziałek, 19 grudnia 2011

nie radzę sobie...



tak właśnie, nie radzę...jestem ze wszystkim sama...nie mam nikogo kto byłby dla mnie oparciem...nikogo kogo miałabym zawsze...myślałam że Ciocia...że Ona...i znowu mój błąd, znowu dostałam po dupie...każdy ma swoje życie w którym nie ma dla mnie nawet odrobiny miejsca...jedynie ja muszę mieć dla wszystkich czas i zrozumienie...
zbliżają się święta...znowu będą dla mnie ciężkie, znowu będzie coś lub ktoś ważniejszy...ja tak nie chcę...ja chcę mieć nareszcie radość z tego co dzieje się wokoło...
tam gdzieś na drugim końcu miasta jest Siostra, dzięki której choć przez chwilę czuję się bezpiecznie, przez tą krótką chwilę w której mnie przytula...te chwile trwają zbyt krótko jednak dla nich tak naprawdę się trzymam...Ona jest moim całym światem...
ja nie chcę świąt...nie chcę już cierpieć przez drugiego człowieka...ile można wytrzymać?

czwartek, 24 listopada 2011

dosyć...

ja powoli odpadam...mam dosyć tego że ludzie traktują mnie jak zabawkę którą można wziąć do zabawy w każdej chwili i kiedy się już znudzi odłożyć ją na półkę...
znowu a raczej ciągle jestem sama z problemami...myślałam że jak odnajdę rodzeństwo to będzie inaczej...jak zwykle byłam naiwna...nic się nie zmieniło...nie mogę na nikogo liczyć...nie mam oparcia w nikim...
brak poczucia bezpieczeństwa doprowadza mnie do szału...
bardzo się boję tego co będzie...obrony...nadomiar złego nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo przecież ja nie mam prawa do narzekania, przecież ja musze być silna...rozumieć wszystko i wszystkich...
ja mam dosyć takiego postrzegania mojej osoby...ja też potrzebuję zrozumienia, akceptacji...
tak bardzo chciałabym wiedzieć że jest ktoś na kogo mogłabym liczyć w każdej sytuacji...
nigdy kogoś takiego nie będzie...
zawsze będę sama...

niedziela, 30 października 2011

znowu powtórka z rozrywki...

no to zaczyna sie powtórka z rozrywki...znowu jestem spychana na boczny tor...kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu że nic dla nikogo nie znaczę...
jestem dobra i cacy tylko i jedynie wtedy gdy nikogo innego nie ma pod ręką...znowu siostra dała mi odczuć o co chodzi...czy to tak ciężko zrozumieć że ja też się mogę martwić, że mnie na niej zależy...czy to tak trudno zrozumieć że ja też mam uczucia :( dlaczego znowu jestem dobra tylko wtedy gdy nie ma Jarka :(


na dodatek moja Ciocia też mnie zostawiła...jestem sama ze swoimi problemami i strachem o to co będzie a już nie daję sobie rady...


dlaczego ja mam rozumieć wszystkich i zajmować się ich problemami...dlaczego nikt nie zajmie się mną...
ja też potrzebuję kogoś komu mogłabym wypłakać się w rękaw...kogoś kto byłby dla mnie azylem i ucieczką przed całym złem tego świata...


ja sama nie daję sobie rady z tym co się dzieje...


poddaję się...

piątek, 19 sierpnia 2011

do dupy to wszystko :(

ja mam już tego wszystkiego dosyć...ja nie mam już siły...wszystko czym się tak cieszyłam lego w gruzach...to miały być najlepsze wakacje, tak bardzo się cieszyłam że wyjadę...nie ważne dokąd ważne że miałam wyjechać z Ciocią...to miał być czas tylko dla nas, nareszcie miałabym przy sobie kogoś przy kim czuję sie bezpiecznie ale oczywiście wszystko się jebło :(
kolejne wakacje do dupy...kolejne 2 miesiące siedzenia na dupie w domu...a ja mam tego wszystkiego powyżej uszu...ja nie wytrzymuję...ja chcę uciec gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie...

czwartek, 7 lipca 2011

nie wytrzymuję tego...



tak właśnie...nie wytrzymuję tego co się dzieje wokół mnie...tego ciągłego opieprzania mnie z byle powodu...chyba tylko dlatego żeby sobie ulżyć albo pokazać kto jest górą...
człowiek wyjdzie na moment z domu i już im się zmienia...ojciec pruje się tak że chyba go połowa bloku słyszy...mamuśka ma pretensje że sobie kupiłam bluzę, która jej się nie podoba...przecież za taką pierdołę to tylko ja mogę oberwać...
nie pamiętam już kiedy ostatnio usłyszałam od nich miłe słowo...że są ze mnie dumni albo że mnie rozumieją...nie bo to jest przecież mi do niczego nie potrzebne i nic to nie wnosi...
zawsze tylko stają w obronie innych nigdy w mojej...mnie nie ma prawa być źle...ja nie mam prawa czuć się skrzywdzona...nie mam prawa mieć własnych problemów...przecież to ja krzywdzę wszystkich wokoło i to ja jestem ta najgorsza :(
ja też bym chciała tak poprostu usłyszeć coś miłego...odzyskać zaufanie i poczucie bezpieczeństwa we własnym domu :(

sobota, 25 czerwca 2011

nie rozumiem...

    


znowu czuję się jak piąte koło u wozu...znowu dostaję po dupie bo odważyłam się mieć nadzieję na coś co się nigdy nie stanie :(
wydawałoby się, że jest tak fajnie...że siostra mając wolne przyjedzie do mnie na działkę...przecież wie jak bardzo bym chciała żeby przyjechała...ale nie bo po co :( przecież ona jest bardzo zmęczona, przecież cieżko jest jej znaleźć czas na takie durnoty...tylko ja się pytam dlaczego do licha jak dzwoni Aśka to lecisz jak na zawołanie? Dlaczego gdy ona mówi, ze jej przykro bo nikt do niej nie przyjedzie na grilla to Ty mówisz że staniesz na głowie i zrobisz wszystko żeby do niej przyjechać? Ja się pytam dlaczego tak trudno jest Ci przejechać te 5km dalej i mnie odwiedzić? Dlaczego???? Odpowiedz mi bo nie rozumiem :( Ciebie kosztowałoby to naprawdę niewiele a mnie zrobiłabyś ogromną przyjemność...czy naprawdę tak trudno było Ci to zrobić? Dlaczego mówisz jedno a robisz drugie? Dlaczego mówisz że jestem dla Ciebie ważna a jak przychodzi co do czego to masz mnie gdzieś i nagle Aśka jest najważniejsza albo Beata??

wracam do tego co było i jaka byłam kiedyś...do tego że przestaję ufać ludziom...zamykam się w sobie...mimo wszystko jestem wdzięczna losowi za to, że dał m mi moją kochaną "Ciocię", dzięki której jeszcze jakoś się trzymam choć to czasami jest bardzo trudne...

Dziękuję Ci Ciociu za to że jesteś i że dajesz mi poczucie bezpieczeństwa, bo wiem że mogę na Ciebie liczyć...dzięki Tobie mam jeszcze siły do walki o samą siebie...




niedziela, 29 maja 2011

brak gruntu pod nogami...


ciężki okres za mną...a może jeszcze nie za mną...brak gruntu pod nogami...brak zrozumienia...

ostatnio z dużym trudem dawałam sobie radę z poukładaniem spraw...wszystko zwaliło się na mnie jednocześnie...
śmierć ojca mojej przyjaciółki spotęgowała poczucie bezradności i niemocy... brak rozmowy na ten temat z kimkolwiek sprawił że to wszystko okropnie mnie przygnębiło...
do tego wszystkiego moja siostra która rani mnie praktycznie na każdym kroku (może nieświadomie ale nie ważne) wiedząc że pewne kwestie są dla mnie bardzo ważne...pewne kwestie czyli np. spędzenie z nią choć trochę czasu w święta...nadrobienie straconych 25 lat :(...tegoroczne święta Wielkanocne trwały 3 dni, dlaczego nie mogła znaleźć choć pół dnia na to żebyśmy spędziły je razem :( tylko cały czas z narzeczonym....nie rozumiem tego....i jeszcze to że kazała mi usunąć nasze wspólne zdjęcie z którego tak bardzo się cieszyłam, bo praktycznie mamy tylko 2 wspólne fotki...
przykro mi że jestem tylko "przy okazji", tylko wtedy kiedy nie ma nic lepszego do roboty i gdy On nie może przyjechać...
przykro mi że najpierw mi coś obiecuje a potem guzik z tego wynika bo On nie może...
boje się na każdym kroku o to jak będzie wyglądał kolejny dzień...

początek...



kolejny blog...kolejna próba poukładania sobie świata...kolejne miejsce, które mam nadzieje stanie się miejscem gdzie będę mogła napisać wszystko co mi na duszy i sercu leży...