radości i smutki maleństwa
wtorek, 25 grudnia 2012
święta...święta i po...
a ja się modlę od wczoraj by te święta jak najszybciej skończyły...ja nie wiem co jest magicznego w tym czasie, dla mnie jest on jedynie czasem spędzonym w kuchni i większych porządków...
tak jak w tym roku jeszcze nie było...oczywiście znowu będzie jaka to ja wredna i zła jestem ale ja też mam prawo ponarzekać tym bardziej jak ktoś mnie rani...wczoraj czyli w wigilię okazało się tak naprawdę co ja dla kogo znaczę...okazało się kto jest dla mojej siostry rodziną a kto nie...bo przecież wigilię względnie boże narodzenie spędza się właśnie z rodziną prawda?? a drugi dzień świąt- który już praktycznie świętem nie jest można poświęcić na dalszych znajomych...więc siostra wybrała...pokazała kto się dla niej tak naprawdę liczy...a ja głupia myślałam że naprawdę jej na mnie zależy...do końca miałam nadzieję, że będzie chciała choć chwilę spędzić w ten dzień ze mną...jak bardzo się myliłam...
wczoraj się okazało po raz kolejny że słowa nic nie znaczą...jestem pewna że gdyby nie to ze nasz brat przylatuje w drugi dzień świąt to w te święta nie zobaczyłybyśmy się nawet na chwilę...z resztą tak jest bo 26 to już w zasadzie nie są święta...
bardzo mnie tym zraniła...sprawiła że zamiast cieszyć się wigilią to płakałam cały wieczór...cięzko jest pogodzić się z faktem, że jestem dla niej poprostu jeszcze jedną znajomą i to chyba nawet jest za dużo bo chwilami znajomych traktuje lepiej...to boli tym bardziej że od początku traktuję ją jak siostrę i jest dla mnie bardzo ważna...
to chyba na obecną chwilę tyle...
sobota, 3 listopada 2012
powrót...czy to dobrze??
powrót po prawie rocznej przerwie...nie wiem czy to dobrze czy nie...
wiem jedno zbyt dużo się dzieje, nie jestem w stanie tego ogarnąć...choroba kota i matka dostająca szału cokolwiek by się nie zrobiło (odezwiesz się źle...nie odezwiesz też nie tak)...ja w tym wszystkim sama...już nie nadążam...nie wytrzymuję tego wszystkiego...matka doprowadza mnie do szału...obwinia dosłownie o wszystko...
postanowiłam zrobić sama porządek z problemami na które teoretycznie mam wpływ (tak mi się do tej pory wydawało)...napisałam list do mojej siostry, w którym powiedziałam szczerze jak to jest...że odrzuca, że traktuje mnie trochę jak zabawkę, którą już się znudziła...czemu list?? przecież rozmowa jest lepsza...nie miałam innego wyjścia...owszem prosiłam o spotkanie...ono nie trwałoby długo pól godziny, może godzinę jednak zawsze coś się działo...coś było ważniejszego po 1,5 miesiąca starań odpuściłam...to i tak nie miałoby większego sensu...a czy ten list miał sens?? czy coś to naprawiło?? raczej nie...no dobrze bądźmy sprawiedliwi...naprawiło na 2 dni...potem wszystko wróciło do normy czyli w zasadzie zero kontaktu (no chyba że ja zadzwonię lub smsa napiszę ale przecież to na tym nie polega...nie może starać się tylko jedna strona prawda??) obecnie zastanawiam się jak to wszystko będzie wyglądało i funkcjonowało w najbliższej przyszłości...siostra się wyprowadza więc kontaktu nie będzie już w zasadzie wogule, no bo jak może być skoro mieszkając 300m ode mnie nie znajdywała czasu na głupie krótkie spotkanie, telefon czy sms...skoro mieszkając tak blisko nie widywałyśmy się w zasadzie wcale to jak teraz to będzie, gdy wyprowadza się znacznie dalej?? ja chyba znam odpowiedź...kiedyś zaufałam jej bezgranicznie, jednak teraz jestem co raz bardziej ostrożna...jestem zmęczona walką za dwie osoby...staraniem się udowodnić, że ją kocham...to nic nie daje...a słowa?? słowa nie potwierdzone czynami tracą na wartości, bo jak można uwierzyć komuś kto mówi że jesteś dla niego ważny lub ważna a nawet głupiego smsa nie napisze...nie spotka się...nie pogada...mówi jedno a robi drugie...aha i żeby nie było że mówię że jest złą siostrą....nie chcę żeby to tak wyglądało poprostu ja też czasami potrzebuję wiedzieć że jej zależy, że mogę na nią liczyć...tylko do tego nie wystarczą słowa...moje zaufanie trochę się nadużyło więc napewno będę ostrożniejsza już w tym co robię...jednak zaufanie chyba można odbudować?? chyba wystarczy się trochę bardziej postarać?? chyba to wszystko zależy od człowieka...
zostaję teraz sama na 3 tygodnie w domu, kociak nadal jest chory...boję się że będzie mi ciężko sobie poradzić ale dam radę...muszę sobie poradzić sama bo przecież nie mogę na nikogo liczyć...ten kociak jest moim największym skarbem...
dobra to by chyba było na tyle...i w woli wyjaśnienia gdyby KTOŚ stwierdził, że znowu kogoś obwiniam... to miejsce jest moim miejsce oczyszczania...rzucania luźnych myśli w kosmos...dzięki temu jeszcze jakoś udaje mi się funkcjonować...pytanie brzmi jak długo jeszcze??
poniedziałek, 19 grudnia 2011
nie radzę sobie...
tak właśnie, nie radzę...jestem ze wszystkim sama...nie mam nikogo kto byłby dla mnie oparciem...nikogo kogo miałabym zawsze...myślałam że Ciocia...że Ona...i znowu mój błąd, znowu dostałam po dupie...każdy ma swoje życie w którym nie ma dla mnie nawet odrobiny miejsca...jedynie ja muszę mieć dla wszystkich czas i zrozumienie...
zbliżają się święta...znowu będą dla mnie ciężkie, znowu będzie coś lub ktoś ważniejszy...ja tak nie chcę...ja chcę mieć nareszcie radość z tego co dzieje się wokoło...
tam gdzieś na drugim końcu miasta jest Siostra, dzięki której choć przez chwilę czuję się bezpiecznie, przez tą krótką chwilę w której mnie przytula...te chwile trwają zbyt krótko jednak dla nich tak naprawdę się trzymam...Ona jest moim całym światem...
ja nie chcę świąt...nie chcę już cierpieć przez drugiego człowieka...ile można wytrzymać?
czwartek, 24 listopada 2011
dosyć...
ja powoli odpadam...mam dosyć tego że ludzie traktują mnie jak zabawkę którą można wziąć do zabawy w każdej chwili i kiedy się już znudzi odłożyć ją na półkę...
znowu a raczej ciągle jestem sama z problemami...myślałam że jak odnajdę rodzeństwo to będzie inaczej...jak zwykle byłam naiwna...nic się nie zmieniło...nie mogę na nikogo liczyć...nie mam oparcia w nikim...
brak poczucia bezpieczeństwa doprowadza mnie do szału...
bardzo się boję tego co będzie...obrony...nadomiar złego nie mogę nikomu o tym powiedzieć, bo przecież ja nie mam prawa do narzekania, przecież ja musze być silna...rozumieć wszystko i wszystkich...
ja mam dosyć takiego postrzegania mojej osoby...ja też potrzebuję zrozumienia, akceptacji...
tak bardzo chciałabym wiedzieć że jest ktoś na kogo mogłabym liczyć w każdej sytuacji...
nigdy kogoś takiego nie będzie...
zawsze będę sama...
niedziela, 30 października 2011
znowu powtórka z rozrywki...
no to zaczyna sie powtórka z rozrywki...znowu jestem spychana na boczny tor...kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu że nic dla nikogo nie znaczę...
jestem dobra i cacy tylko i jedynie wtedy gdy nikogo innego nie ma pod ręką...znowu siostra dała mi odczuć o co chodzi...czy to tak ciężko zrozumieć że ja też się mogę martwić, że mnie na niej zależy...czy to tak trudno zrozumieć że ja też mam uczucia :( dlaczego znowu jestem dobra tylko wtedy gdy nie ma Jarka :(
na dodatek moja Ciocia też mnie zostawiła...jestem sama ze swoimi problemami i strachem o to co będzie a już nie daję sobie rady...
dlaczego ja mam rozumieć wszystkich i zajmować się ich problemami...dlaczego nikt nie zajmie się mną...
ja też potrzebuję kogoś komu mogłabym wypłakać się w rękaw...kogoś kto byłby dla mnie azylem i ucieczką przed całym złem tego świata...
ja sama nie daję sobie rady z tym co się dzieje...
poddaję się...
jestem dobra i cacy tylko i jedynie wtedy gdy nikogo innego nie ma pod ręką...znowu siostra dała mi odczuć o co chodzi...czy to tak ciężko zrozumieć że ja też się mogę martwić, że mnie na niej zależy...czy to tak trudno zrozumieć że ja też mam uczucia :( dlaczego znowu jestem dobra tylko wtedy gdy nie ma Jarka :(
na dodatek moja Ciocia też mnie zostawiła...jestem sama ze swoimi problemami i strachem o to co będzie a już nie daję sobie rady...
dlaczego ja mam rozumieć wszystkich i zajmować się ich problemami...dlaczego nikt nie zajmie się mną...
ja też potrzebuję kogoś komu mogłabym wypłakać się w rękaw...kogoś kto byłby dla mnie azylem i ucieczką przed całym złem tego świata...
ja sama nie daję sobie rady z tym co się dzieje...
poddaję się...
piątek, 19 sierpnia 2011
do dupy to wszystko :(
ja mam już tego wszystkiego dosyć...ja nie mam już siły...wszystko czym się tak cieszyłam lego w gruzach...to miały być najlepsze wakacje, tak bardzo się cieszyłam że wyjadę...nie ważne dokąd ważne że miałam wyjechać z Ciocią...to miał być czas tylko dla nas, nareszcie miałabym przy sobie kogoś przy kim czuję sie bezpiecznie ale oczywiście wszystko się jebło :(
kolejne wakacje do dupy...kolejne 2 miesiące siedzenia na dupie w domu...a ja mam tego wszystkiego powyżej uszu...ja nie wytrzymuję...ja chcę uciec gdzieś gdzie nikt mnie nie znajdzie...
czwartek, 7 lipca 2011
nie wytrzymuję tego...
tak właśnie...nie wytrzymuję tego co się dzieje wokół mnie...tego ciągłego opieprzania mnie z byle powodu...chyba tylko dlatego żeby sobie ulżyć albo pokazać kto jest górą...
człowiek wyjdzie na moment z domu i już im się zmienia...ojciec pruje się tak że chyba go połowa bloku słyszy...mamuśka ma pretensje że sobie kupiłam bluzę, która jej się nie podoba...przecież za taką pierdołę to tylko ja mogę oberwać...
nie pamiętam już kiedy ostatnio usłyszałam od nich miłe słowo...że są ze mnie dumni albo że mnie rozumieją...nie bo to jest przecież mi do niczego nie potrzebne i nic to nie wnosi...
zawsze tylko stają w obronie innych nigdy w mojej...mnie nie ma prawa być źle...ja nie mam prawa czuć się skrzywdzona...nie mam prawa mieć własnych problemów...przecież to ja krzywdzę wszystkich wokoło i to ja jestem ta najgorsza :(
ja też bym chciała tak poprostu usłyszeć coś miłego...odzyskać zaufanie i poczucie bezpieczeństwa we własnym domu :(
Subskrybuj:
Posty (Atom)

