no to zaczyna sie powtórka z rozrywki...znowu jestem spychana na boczny tor...kolejny raz utwierdzam się w przekonaniu że nic dla nikogo nie znaczę...
jestem dobra i cacy tylko i jedynie wtedy gdy nikogo innego nie ma pod ręką...znowu siostra dała mi odczuć o co chodzi...czy to tak ciężko zrozumieć że ja też się mogę martwić, że mnie na niej zależy...czy to tak trudno zrozumieć że ja też mam uczucia :( dlaczego znowu jestem dobra tylko wtedy gdy nie ma Jarka :(
na dodatek moja Ciocia też mnie zostawiła...jestem sama ze swoimi problemami i strachem o to co będzie a już nie daję sobie rady...
dlaczego ja mam rozumieć wszystkich i zajmować się ich problemami...dlaczego nikt nie zajmie się mną...
ja też potrzebuję kogoś komu mogłabym wypłakać się w rękaw...kogoś kto byłby dla mnie azylem i ucieczką przed całym złem tego świata...
ja sama nie daję sobie rady z tym co się dzieje...
poddaję się...