sobota, 25 czerwca 2011

nie rozumiem...

    


znowu czuję się jak piąte koło u wozu...znowu dostaję po dupie bo odważyłam się mieć nadzieję na coś co się nigdy nie stanie :(
wydawałoby się, że jest tak fajnie...że siostra mając wolne przyjedzie do mnie na działkę...przecież wie jak bardzo bym chciała żeby przyjechała...ale nie bo po co :( przecież ona jest bardzo zmęczona, przecież cieżko jest jej znaleźć czas na takie durnoty...tylko ja się pytam dlaczego do licha jak dzwoni Aśka to lecisz jak na zawołanie? Dlaczego gdy ona mówi, ze jej przykro bo nikt do niej nie przyjedzie na grilla to Ty mówisz że staniesz na głowie i zrobisz wszystko żeby do niej przyjechać? Ja się pytam dlaczego tak trudno jest Ci przejechać te 5km dalej i mnie odwiedzić? Dlaczego???? Odpowiedz mi bo nie rozumiem :( Ciebie kosztowałoby to naprawdę niewiele a mnie zrobiłabyś ogromną przyjemność...czy naprawdę tak trudno było Ci to zrobić? Dlaczego mówisz jedno a robisz drugie? Dlaczego mówisz że jestem dla Ciebie ważna a jak przychodzi co do czego to masz mnie gdzieś i nagle Aśka jest najważniejsza albo Beata??

wracam do tego co było i jaka byłam kiedyś...do tego że przestaję ufać ludziom...zamykam się w sobie...mimo wszystko jestem wdzięczna losowi za to, że dał m mi moją kochaną "Ciocię", dzięki której jeszcze jakoś się trzymam choć to czasami jest bardzo trudne...

Dziękuję Ci Ciociu za to że jesteś i że dajesz mi poczucie bezpieczeństwa, bo wiem że mogę na Ciebie liczyć...dzięki Tobie mam jeszcze siły do walki o samą siebie...




niedziela, 29 maja 2011

brak gruntu pod nogami...


ciężki okres za mną...a może jeszcze nie za mną...brak gruntu pod nogami...brak zrozumienia...

ostatnio z dużym trudem dawałam sobie radę z poukładaniem spraw...wszystko zwaliło się na mnie jednocześnie...
śmierć ojca mojej przyjaciółki spotęgowała poczucie bezradności i niemocy... brak rozmowy na ten temat z kimkolwiek sprawił że to wszystko okropnie mnie przygnębiło...
do tego wszystkiego moja siostra która rani mnie praktycznie na każdym kroku (może nieświadomie ale nie ważne) wiedząc że pewne kwestie są dla mnie bardzo ważne...pewne kwestie czyli np. spędzenie z nią choć trochę czasu w święta...nadrobienie straconych 25 lat :(...tegoroczne święta Wielkanocne trwały 3 dni, dlaczego nie mogła znaleźć choć pół dnia na to żebyśmy spędziły je razem :( tylko cały czas z narzeczonym....nie rozumiem tego....i jeszcze to że kazała mi usunąć nasze wspólne zdjęcie z którego tak bardzo się cieszyłam, bo praktycznie mamy tylko 2 wspólne fotki...
przykro mi że jestem tylko "przy okazji", tylko wtedy kiedy nie ma nic lepszego do roboty i gdy On nie może przyjechać...
przykro mi że najpierw mi coś obiecuje a potem guzik z tego wynika bo On nie może...
boje się na każdym kroku o to jak będzie wyglądał kolejny dzień...

początek...



kolejny blog...kolejna próba poukładania sobie świata...kolejne miejsce, które mam nadzieje stanie się miejscem gdzie będę mogła napisać wszystko co mi na duszy i sercu leży...